O znaczeniu frekwencji wyborczej

Demokracja w Polsce, Udział w wyborach

Przesadnemu „uświęceniu” obywatelskiego obowiązku uczestnictwa w wyborach towarzyszy często równie przesadne „umistycznianie” znaczenia frekwencji wyborczej, które jest szczególnie natarczywie lansowane podczas tak zwanych kampanii „pro-frekwencyjnych” przed większością wyborów. Ma to na celu głównie „zagonienie” zniechęconych i zdezorientowanych obywateli do urn wyborczych oraz wywołanie wrażenia społecznego poparcia dla systemu fasadowej demokracji opartej na fasadowych procedurach wyborczych i dyktaturze wąskich nomenklatur partyjno-medialnych dysponujących w wyborach do Sejmu i do Parlamentu Europejskiego praktycznym monopolem na wystawianie własnych kandydatów.

Zatem pozwolę sobie na kilka moich osobistych ogólnych uwag na temat frekwencji wyborczej.

Frekwencja wyborcza jest jednym z wielu wskaźników mówiących nam o stanie demokracji. Natomiast nie jest ona jednoznacznym i definitywnym kryterium oceny kondycji demokracji.

Naturalnie osiągana frekwencja wyborcza na poziomie 70-90 % świadczy niewątpliwie o wysokim poziomie aktywności politycznej obywateli. Można przyjąć, że w państwach, w których obserwuje się tak wysoki udział obywateli w wyborach, funkcjonuje aktywne, żywo zainteresowane sprawami publicznymi społeczeństwo obywatelskie, działają zdrowe instytucje i procedury demokratyczne, istnieją liczne, na wskroś obywatelskie partie polityczne, prowadzone są debaty publiczne na wysokim poziomie merytorycznym oraz istnieje żywa więź między instytucjami demokratycznego państwa i obywatelami.

Z drugiej strony, jest oczywiste, że w krajach, w których frekwencja wyborcza jest bardzo niska, na przykład bliska 30%, mamy sytuację będącą niemal całkowitą odwrotnością sytuacji opisanej wyżej. Możemy mówić o chorej demokracji i o wzajemnym wyalienowaniu się społeczeństwa, instytucji państwa oraz szeroko pojętej klasy politycznej.

Jednakże jest to obraz uproszczony, oparty na przypadkach skrajnych. Frekwencja zależy od wielu innych istotnych czynników. Bardzo wysoki poziom frekwencji wyborczej osiąga się zwykle w społeczeństwach wysoce zunifikowanych pod względem politycznym, kulturowym, socjalnym i etnicznym. Ponadto są kraje, szczególnie anglosaskie, w których udział obywateli w wyborach kształtuje się na poziomie 45-50%, a mimo to są one dojrzałymi demokracjami ze zdrowymi instytucjami demokratycznymi i wzorowo prowadzonymi debatami publicznymi. Decydujący jest tutaj prawdopodobnie poziom dojrzałości obywatelskiej tych aktywnych, partycypujących w procesach demokratycznych obywateli. Demokracja 40%-a może być dojrzalsza i efektywniejsza, niż demokracja 70%-a, w której partycypacja wyborcza jest sztucznie lub socjotechnicznie zawyżana, nie mówiąc już o przypadkach, gdy jest ona systemem prawa wymuszana. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna, że PRL był wzorową demokracją, ponieważ frekwencja wyborcza była wówczas bardzo wysoka. A była ona wysoka, nawet, gdy władze ją na potrzeby propagandy dodatkowo zawyżały, aby podkreślać blisko 100%-ową „doskonałość” PRL-owskiej demokracji.

Generalnie uważam, że frekwencja wyborcza jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji demokracji tylko wtedy, gdy jest uwzględniana w szerszym kontekście społeczno-politycznym oraz gdy kształtuje się ona w sposób naturalny, na bazie silnie rozwiniętych cnót obywatelskich wyrażanych poprzez autentyczną aktywność obywatelską w ramach prawdziwie otwartych systemów demokratycznych. Natomiast jest wskaźnikiem fałszywym i zwodniczym, gdy jest sztucznie zawyżana lub jest osiągana środkami pozamerytorycznymi takimi jak przymus prawny, nacisk psychologiczno-emocjonalny lub propagowanie rytualno-symbolicznych wzorców obywatelskich zachowań.

Zatem nie do zaakceptowania są slogany używane często w kampaniach pro-frekwencyjnych, które zachęcają do uczestnictwa w wyborach w stylu:

  • „Prawdziwy obywatel, Polak, katolik i demokrata ma obowiązek chodzić na wybory”,
  • „Idź na wybory, mimo wszystko, by ratować Ojczyznę i demokrację przed zgubą”,
  • „Nie chodzisz na wybory, więc, milcz, bo się nie liczysz i tracisz prawo do krytyki”,
  • „Wybieraj cokolwiek, wybieraj choćby mniejsze zło, ale wybieraj, bo to jest twój obywatelski obowiązek”

Takie argumenty są nieuprawnione. Są one bezmyślnym moralnym szantażem, a przede wszystkim są kpiną z cnót obywatelskich oraz z demokracji, a frekwencja wyborcza wymuszana takimi „argumentami” jest absolutnie nic nie warta jako wyznacznik jakości systemu demokracji.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s