Refleksje na temat systemu politycznego w Polsce

Demokracja w Polsce

W artykule Porównanie ustroju partii politycznych w Polsce i w Niemczech  przedstawiłem na przykładzie rozwiązań niemieckich konkretny i sprawdzony w praktyce model rozwiązań prawnych normujących działalność partii politycznych oraz definiujących minimalne standardy kultury politycznej w państwie demokratycznym. Ponadto wyodrębniłem dwa umowne modele ustroju partii politycznych, „niemiecki” i „anglosaski”, jak również postawiłem tezę, że model „polski” jest na ich tle rozwiązaniem pośrednim, nieuporządkowanym i niedookreślonym, co niesie za sobą negatywne skutki, czy wręcz patologie w życiu politycznym.

W tym artykule spróbuję opisać wybrane, specyficznie polskie uwarunkowania i wykazać, że wprowadzenie lub przynajmniej poważne rozważenie wprowadzenia modelu „niemieckiego” w Polsce byłoby uzasadnione. Zrobię to, wskazując na współzależność regulacji prawnych dotyczących ustroju partii politycznych z innymi poważnymi słabościami polskiej demokracji, do których w pierwszej linii zaliczam:

  • Kulturę polityczną,
  • Ordynację wyborczą do parlamentu,
  • Działanie wymiaru sprawiedliwości oraz
  • Funkcję kontrolną mediów.

Kultura polityczna

Gdy w danym kraju tradycje demokratyczne są silnie zakorzenione a umiejętności konstruktywnej pracy w zespołach, prowadzenia merytorycznych dysput oraz pragmatycznego i efektywnego rozwiązywania konfliktów są upowszechnione, to w takim kraju nie są potrzebne szczególne regulacje prawne, by ludzie tworzyli normalne partie.

Gdy jednak z przyczyn kulturowych lub historycznych w danym kraju brakuje tradycji demokratycznych oraz występuje ostry deficyt postaw demokratycznych, to dobrze jest, przynajmniej okresowo, skodyfikować podstawowe zasady demokracji i zastosować prawo w funkcji normatywnej w celu krzewienia kultury demokracji.

Polacy z dumą powołują się na tradycje demokratyczne z okresu I Rzeczpospolitej. Było to jednak bardzo dawno. Ówczesna rzeczywistość jest zupełnie nieadekwatna do dzisiejszych czasów.

Polskie tradycje demokratyczne są w zasadzie martwe. Tradycja została przerwana blisko dwoma wiekami niewoli a proces kształtowania się współczesnego społeczeństwa polskiego przebiegał w warunkach dominacji systemów autorytarnych i totalitarnych.  Nie bez znaczenia jest chyba również dziejowy, specyficznie polski antagonizm między sobiepańską kulturą szlachecką a przez wieki upodlonymi, lecz w czasach nowożytnych w przyśpieszonym tempie emancypującymi się masami chłopskimi. Dodajmy: antagonizm naznaczony nieobecnością rozwiniętej rodzimej kultury mieszczańskiej, niekiedy również rozgrywany instrumentalnie przez rządzące reżimy.

Wszelkie badania tak zwanego kapitału społecznego, jak i obserwacje z życia codziennego, wskazują na ogromne braki kultury demokratycznej w polskim społeczeństwie. Wyraża się to między innymi w braku otwartości, w słabym instynkcie społecznej samoorganizacji i kooperacji, w powszechnych postawach roszczeniowych, w grubiaństwie, powierzchowności i bezowocności dysput publicznych, w karierach „zbawicieli” dostarczających bardzo prostych rozwiązań dla skomplikowanych problemów, w pogardzie do inaczej myślących, czy w końcu w silnie rozpowszechnionej niechęci do „nieswojego” państwa oraz w awersji do czynnego udzielania się w działalności publicznej, a w szczególności w działalności politycznej.

Uważam, że aktualny system polityczny, w tym głownie ustrój i styl działania partii politycznych, wybitnie sprzyja pogłębianiu się w polskim społeczeństwie negatywnych i niedemokratycznych postaw. A powinien temu aktywnie przeciwdziałać, dążąc do upowszechniania demokratycznych zachowań. Między innymi poprzez dostarczanie pozytywnych wzorców postępowania, aktywne zachęcanie obywateli do konstruktywnego współudziału w życiu politycznym kraju oraz otwieranie szerokich możliwości rozwoju i samorealizacji ludziom prospołecznie zaangażowanym wewnątrz otwartych, demokratycznych i obywatelskich partii politycznych.

Zastanówmy się.

Czy porządny, aktywny, nastawiony prospołecznie, lecz pozbawiony chorych ambicji politycznych obywatel ma możliwość działania i samorealizacji w ramach aktualnie działających partii? W partiach, w których zwykle panuje „kult wodza” oraz kultura nadwornego posłuszeństwa, a na wyższych piętrach struktur partyjnych klimat kuluarowych zmagań w poetyce bojów „buldogów pod dywanem”? Czy taki człowiek zapisze się do partii, w której nie może w sposób demokratyczny wybierać własnych kandydatów z regionu do organów przedstawicielskich w kraju? Natomiast musi się liczyć z tym, że centrala narzuci jemu w sposób arbitralny swoich kandydatów? Czy zapisze się do partii, w której nie jest od początku pełnoprawnym i szanowanym współobywatelem i z której może być w każdej chwili wydalony pod byle pretekstem?

Moim zdaniem, nie. Normalny, posiadający zdrowe zainteresowania i ambicje polityczne obywatel nie zapisze się nigdy do tak działających partii.

Polskie partie są dla takich ludzi w zasadzie zamknięte. One nie potrzebują szerokiej bazy społecznej i nowych aktywnych członków. Są zasklepionym półświatkiem dla ludzi szczególnie naznaczonych. Ich styl działania nie zachęca obywateli do podejmowania aktywności politycznej. Wręcz przeciwnie. Zniechęca, odstręcza, napawa obrzydzeniem. Rujnuje w sposób trwały prestiż zawodu polityka i dyskredytuje doniosłą rolę społeczną aktywnego współuczestnictwa w polityce.

Z tej właśnie przyczyny sądzę, że skorzystanie z modelu „niemieckiego” byłoby sensowne i przyczyniłoby się istotnie do rozwoju kultury demokratycznej w Polsce. Moim zdaniem, polskie społeczeństwo potrzebuje na tym polu wsparcia ze strony prawa normatywnego, tak jak niegdyś potrzebowało tego niemieckie społeczeństwo. A jeszcze pilniej takiej pomocy w nauce demokracji potrzebują partie polityczne działające w Polsce.

Ordynacja wyborcza do parlamentu

Trudno jest przecenić wpływ ordynacji wyborczej do parlamentu na prawidłowe funkcjonowanie demokracji.  Osobiście uważam aktualnie obowiązującą w Polsce ordynację za katastrofalną dla rozwoju demokracji. Uniemożliwia ona w gruncie rzeczy rozwój normalnych partii politycznych, jak również blokuje aktywizację polityczną obywateli.

W krajach anglosaskich, gdzie partie cieszą się niemal całkowitą autonomią, dominują również ultra-demokratyczne, większościowe, najczęściej jednomandatowe i mocno spersonalizowane ordynacje wyborcze. Ordynacje tego typu w sposób naturalny zmuszają partie polityczne do stałego poszerzania własnej bazy społecznej i do aktywności w każdym mikroregionie kraju. W konsekwencji popychają je do spłaszczania, otwierania i demokratyzowania swoich struktur.

W Europie, zwłaszcza w mniejszych krajach, dominuje model ordynacji proporcjonalnych, które w większym stopniu uprzywilejowują partie polityczne, a same wybory mniej lub bardziej depersonalizują.

Ordynacje proporcjonalne projektuje się często w taki sposób, aby z uprzywilejowania partii politycznych nie rozwinął się dyktat oligopolów partyjnych ograniczający podmiotowość wyborczą obywateli. Osiąga się to poprzez ordynacje mieszane, jak ma to miejsce w Niemczech, lub dostrajanie wielkości okręgów wyborczych i progów wyborczych tak, aby nie dławić całkowicie rzeczywistej konkurencji i zachowywać zasadę reprezentatywności wyborów. W Hiszpanii, w kraju z Polską porównywalnym pod względem wielkości, ludności i struktury okręgów wyborczych, kierując się właśnie tymi motywami zastosowano w wyborach do parlamentu 3-% progi na poziomie okręgów wyborczych.

Niestety w Polsce popełniono fatalny błąd ustrojowy wprowadzając bezkrytycznie 5-% próg wyborczy w skali całego kraju dla list, które mogą być zarejestrowane tylko w okręgach wyborczych. W kraju tak dużym jak Polska, takie rozwiązanie demoluje faktycznie mechanizm demokratyczny, dyskwalifikując w wyborach już na starcie wszelką konkurencję dla ogólnopolskich partii politycznych. Idąc na łatwiznę i przybrawszy postać kartelu, partie przywłaszczyły sobie bezpodstawnie nieweryfikowalną demokratycznie władzę oraz wyłączność w dysponowaniu biernym prawem wyborczym wszystkich polskich obywateli.

Konsekwencje tego błędu przejawiają się w następujących, wysoce negatywnych dla demokracji zjawiskach:

  • Środowiska lokalne i obywatele niezależni, a w zasadzie wszyscy polscy obywatele, zostali pozbawieni podmiotowości wyborczej i możliwości realnej partycypacji w procesie wyborczym. Rola obywatela została zdegradowana do roli biernego obserwatora, a w najlepszym wypadku do roli „kibola”, który może wprawdzie kibicować wybranej drużynie, lecz nie ma prawa włączyć się do gry, niezależnie od poziomu politycznego spektaklu, który mu się serwuje.
  • Nieliczne partie, posiadając i tak już uprzywilejowaną pozycję w państwie, ogromne dotacje i ułatwienia w dostępie do mediów zostały dodatkowo zwolnione z wymogu rzeczywistej konkurencji z podmiotami spoza „kartelu”. Zatem partie nie muszą się już zbytnio liczyć z obywatelem w terenie. Stąd nie muszą też z należytym poświęceniem wykonywać pracy programowo-organizacyjnej, być aktywnym i szeroko obecnym w regionach, przyciągać do siebie najaktywniejszych obywateli, wystawiać w wyborach kandydatów lepszych i bardziej kompetentnych niż kandydaci zrzeszeni lokalnie i niezależni. Wielopoziomowa, organiczna praca polityczna stała się zasadniczo zbędna. Dla utrzymywania i rozwijania swych wpływów partiom wystarcza w dużej mierze tylko walka wizerunkowa w wykonaniu wąskiej grupy agitatorów przekrzykujących się w kilku warszawskich studiach radiowych i telewizyjnych.
  • Dalszą konsekwencją tej sytuacji są tendencje centralistyczne i autorytarne wewnątrz samych partii, bowiem członkowie partii, a zwłaszcza posłowie, są ubezwłasnowolnieni podobnie jak obywatele niezależni i zrzeszeni lokalnie. Ich los i kariera polityczna zależy niemal tylko i wyłącznie od kierownictw partyjnych lub szefów partii, dysponujących niedemokratycznym przywilejem układania list kandydatów na posłów dla wszystkich okręgów wyborczych w kraju.

Krótko mówiąc, pozycja kartelu ogólnopolskich partii politycznych opiera się głównie na brutalnym wyrugowaniu z życia politycznego konkurencji spoza kartelu, co skrajnie degeneruje i demoralizuje same partie, jak również dewastuje podstawy społeczeństwa obywatelskiego oraz wpływa rujnująco na ogólny stosunek Polaków do demokracji.

Wyżej opisana wada ustrojowa może być naprawiona tylko poprzez naprawę ordynacji wraz z przywróceniem rzeczywistej rywalizacji wyborczej w wyborach do Sejmu. Wada ta mogłaby być również złagodzona poprzez radykalną, ustawowo wymuszoną demokratyzację partii politycznych, wedle stosowania zasady; „Jeśli obywatel nie ma możliwości politycznej samorealizacji poza ogólnokrajowymi partiami politycznymi, to musi mieć ją zapewnioną na mocy prawa wewnątrz już istniejących, demokratycznych i obywatelskich partii”.

I to jest kolejny argument za „rozwiązaniem niemieckim” w polskich uwarunkowaniach politycznych.

Działanie wymiaru sprawiedliwości

Można ostrożnie założyć, że w krajach, gdzie wymiar sprawiedliwości działa sprawnie i zgodnie ze swoim powołaniem, ewentualne wątpliwości dotyczące interpretacji prawa zostałyby względnie szybko wyjaśnione przez wymiar sprawiedliwości.

Prawdopodobnie szybko dowiedzielibyśmy się, co się kryje pod pojęciem „metod demokratycznych” w świetle obowiązujących ustaw i konstytucji. Jak również, czy nazwanie przez prominentnego przedstawiciela jednej z partii wyborców wszystkich innych partii „zdrajcami ojczyzny” mieści się w granicach prawa oraz w kanonie „metod demokratycznych”? Czy w tym kanonie mieszczą się także pokazowe czystki członków w jednej z partii? Czy można zaskarżyć przed sądem całą partię za występki jej prominentnych przedstawicieli? Czy to, co wyczyniają notorycznie od dekad w mediach publicznych wbrew obowiązującym ustawom praktycznie wszystkie partie polityczne, jest jeszcze działalnością polityczną, czy już raczej przejawem działalności z obszaru przestępczości zorganizowanej? Czy ordynacje wyborcze ciągle zmieniane pod rządzące partie i ograniczające wyborców w ich podstawowych prawach są, czy też nie są zgodne z polską konstytucją?

Jednak w Polsce się tego od sądów i trybunałów nigdy nie dowiemy. Powszechny brak zaufania do wymiaru sprawiedliwości oraz wyjątkowa przewlekłość postępowań sądowych same w sobie skutecznie zniechęcają obywateli do kontaktów z wymiarem sprawiedliwości. Nie dowiemy się tego również ze względu na jego wyraźną niechęć do mieszania się w „sprawy polityczne”. Z jakiś powodów wymiar sprawiedliwości nie chce lub boi się wtrącać w „sprawy polityczne”, wynajdując setki przeszkód formalnych niepozwalających nawet na rozpatrywanie drażliwszych politycznie spraw. Może chodzi o to, by polityka w rewanżu nie wtrącała się zbytnio w „sprawy wymiaru sprawiedliwości”?

Zatem dwie władze, które powinny się wzajemnie aktywnie kontrolować, raczej się wzajemnie asekurują, pozostawiając w osamotnieniu zdezorientowanego obywatela próbującego obowiązujące prawo zrozumieć.

Gdy wymiar sprawiedliwości odmawia lub nie jest zdolny dostarczać jasnych wykładni obowiązującego prawa, wzrasta potrzeba precyzyjniejszego stanowienia prawa tak, aby obywatele, sądy i podmioty zainteresowane rozumiały postanowienia prawa w sposób możliwie jednoznaczny. I to jest też przesłanka dla precyzyjniejszego zdefiniowania w polskim porządku prawnym pojęcia „metod demokratycznych”, do których stosowania są zobligowane partie polityczne.

Funkcja kontrolna mediów

Podobny mankament jak w przypadku działania wymiaru sprawiedliwości występuje również w działaniu polskich mediów. Czwarta władza w Polsce wyraźnie nie spełnia swojej misji w interesie opinii publicznej. W moim odczuciu jest ona głęboko zdeprawowana przez zatracenie należnego dystansu zawodowego oraz nadmierne uwikłanie w bieżącą politykę. Można powiedzieć, że środowisko dziennikarskie głównego nurtu stworzyło własną kastę środowiskową i żyje w swoistej symbiozie z kastą polityczną. W wyizolowanym od społeczeństwa systemie realizuje partykularne interesy i prowadzi własne wewnętrzne wojenki.

W praktyce media pozorują działania kontrolne i koncentrują się głównie na tematach zastępczych, natomiast sprawy dla kraju zasadnicze omijają szerokim łukiem lub podejmują je w sposób incydentalny i zdawkowy.

Zatem obywatel nie może i na ten wymiar władzy liczyć.

Nigdy nie doczeka się on w mediach głównego nurtu szerszych, pogłębionych dyskusji, danych i analiz na temat problemów w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. Nigdy nie zobaczy w prasie lub telewizji rzetelnych i wnikliwych debat z udziałem poważnych ekspertów i polityków na temat funkcjonowania ordynacji wyborczych i partii politycznych w Polsce i w innych krajach Europy. Nie zobaczy choćby artykułu, jak ten tu prezentowany, porównujący prawne aspekty funkcjonowania partii politycznych w Polsce i w Niemczech. Nie ma szans, żeby ujrzał rzetelne porównania motywów wprowadzania i efektów działania mechanizmu progów wyborczych w innych krajach, takich jak Estonia, Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja i Hiszpania, w których starannie dopilnowano, by nie podważać fundamentów demokracji przy wprowadzaniu proporcjonalnych ordynacji wyborczych.

Za to obywatel może być pewien, że będzie całymi miesiącami i latami zalewany milionami bzdur i banałów z ust kilkudziesięciu, w zasadzie ciągle tych samych ekspertów, dziennikarzy i polityków. Nie będę tego tutaj bliżej opisywał, bo każdy odbiorca mediów doskonale wie, o czym piszę.

Czasem mi się wydaje, że nie ma dla polskich polityków i polskich dziennikarzy większego zagrożenia niż aktywne społeczeństwo obywatelskie uzbrojone w szeroki dostęp do wiedzy i informacji. Media głównego nurtu zdają się być jednym z głównych beneficjentów scentralizowanego i wyalienowanego systemu, który daje kilku centralom partyjnym i medialnym ogrom nieuprawnionej władzy opartej na dławieniu otwartej konkurencji oraz na mechanizmie koteryjnej negatywnej selekcji.

Ocena systemu politycznego w Polsce

Oceniając system polityczny w Polsce z uwzględnieniem jego pięciu najistotniejszych komponentów, do których zaliczyłem:

  • Ustrój i styl działania partii politycznych,
  • Ogólną kulturę polityczną społeczeństwa,
  • System wyborczy do parlamentu,
  • Działanie wymiaru sprawiedliwości oraz
  • Funkcję kontrolną mediów

stwierdzam, że wszystkie komponenty systemu działają w sposób niezborny i dalece niezadowalający. Co gorsza, uważam, że system nie posiada wewnętrznych zdolności rozwojowych, ponieważ jest społecznie wyalienowany, a co za tym idzie, jest odcięty od źródeł życiodajnej energii, która może wypływać tylko z aspiracji i witalności polskiego społeczeństwa. Bez dopływu tej energii system zamiast się ewolucyjnie rozwijać, się degeneruje i zwija.

Przyjmijmy hipotezę, że jeden, bądź jeszcze lepiej dwa z komponentów systemu działają wyśmienicie. W takim przypadku pozostałe składowe systemu odbierałyby dostatecznie silne impulsy rozwojowe, mobilizujące je do poprawy poziomu działania. Zilustruję to na przykładzie mediów. Media silne oraz świadome swojej misji wobec opinii publicznej, to znaczy media kompetentne, dbające o kulturę informacji i debaty publicznej, rzetelnie penetrujące i przedstawiające rzeczywistość, celnie i energicznie reagujące na zjawiska społeczne z pewnością wywarłyby wielce pozytywny wpływ na działanie innych sfer życia politycznego, takich jak styl zachowań klasy politycznej, jakość stanowienia i egzekwowania prawa, ogólny klimat społeczny w kraju oraz stopniowy rozwój kapitału społecznego. Podobny mechanizm stymulacyjny działałby również w innych obszarach.

W polskim systemie politycznym brakuje dostatecznie silnych i sprawnych generatorów rozwoju, takich jak przedstawiony w powyższym przykładzie. Zamiast tego, są weń wbudowane obezwładniające hamulce rozwojowe. Czy to prawne, jak niedemokratyczna ordynacja wyborcza do parlamentu, czy też zwyrodniałości samoistnie wyrosłe z systemu, jak nieformalny kartel cherlawych, zdemoralizowanych i wyobcowanych społecznie partii politycznych. Stąd system dryfuje, pogrąża się w bezmocy, działając jak zdezelowany motor ze sterami badyli w szprychach i z piaskiem wsypanym w łożyska. Czasem jest popychany z oporami do przodu, głównie pod wpływem czynników zewnętrznych, takich jak przykładowo wytyczne i standardy Unii Europejskiej.

System polityczny w Polsce stoi w ostrym kontraście do modelu niemieckiego, który imponuje wewnętrzną spójnością oraz konsekwentnym ukierunkowaniem wszystkich komponentów systemu na osiągnięcie celu nadrzędnego, to znaczy na uformowanie stabilnego systemu politycznego opartego na otwartości, oddolności, respektowaniu reguł demokratycznych oraz powiązaniu z pokładami obywatelskiej aktywności.

Podsumowując, uważam, że system polityczny w Polsce jest systemem słabym, dysfunkcjonalnym i patologicznym. Brakuje mu definitywnie wewnętrznych bodźców rozwojowych oraz sprawnych mechanizmów samoregulacyjnych, naprawczych i kontrolnych. Szwankuje proces napływu kadr i kompetencji. Za tym idzie niesprawność w rozwiązywaniu problemów, utrata zaufania społecznego i autorytetu, zerwanie żywych relacji ze społeczeństwem, a także dławienie kapitału społecznego, i bez tego już na starcie niezmiernie wątłego.

Dysfunkcjonalność systemu politycznego w Polsce wywiera destruktywny wpływ na wszystkie inne sfery życia społeczno-gospodarczego, przyczyniając się w dużym stopniu do marnowania potencjału rozwojowego Polski. W najgorszym przypadku może doprowadzić wręcz do bankructwa i definitywnego zniweczenia polskich szans rozwojowych, wynikających z niezwykle korzystnej koniunktury geopolitycznej oraz względnie dobrze niegdyś przeprowadzonej transformacji w sferze gospodarki narodowej.

Można zaryzykować twierdzenie, że legitymizacja systemu politycznego, który jest tak ewidentnie dysfunkcjonalny i społecznie wyalienowany, budzi coraz większe wątpliwości.

Możliwości poprawy sytuacji

Zastanawiając się nad możliwościami poprawy sytuacji, należy w pierwszym rzędzie rozważyć specyfikę poszczególnych elementów systemu, charakter istniejących między nimi współzależności, repertuar dostępnych środków oraz efektywność ich ewentualnego zastosowania w próbach zmiany systemu. Wskazane jest również nawiązywanie do już istniejących i sprawdzonych wzorców.

Jest to materia skomplikowana, która wymaga podejścia całościowego, a jednocześnie silnie zindywidualizowanego dla polskich uwarunkowań. Trudno omawiać ją tutaj szerzej, więc skupię się tylko na jednym aspekcie, który narzuca się w sposób oczywisty w świetle treści zawartej w tym artykule.

Teoretycznie najłatwiej dostępne i dające się zastosować są mądrze użyte instrumenty prawne.

Oczywiście trudno jest narzucać prawem styl pracy mediom, aczkolwiek państwo ma wspaniałą możliwość pośredniego wpływania na standardy prowadzenia debaty publicznej poprzez media publiczne. Instrument ten nie jest jednak należycie wykorzystywany. Media publiczne są od lat zdegradowane do roli łupu politycznego w rozgrywkach partyjnych.

Podobnie trudno wpłynąć szybko i bezpośrednio na niezależny wymiar sprawiedliwości. Ten może się zmienić i zdobywać zaufanie tylko wtedy, gdy cieszące się autorytetem i społeczną legitymizacją państwo stworzy mu odpowiednie prawne i proceduralne warunki do sprawnego i autentycznie niezawisłego działania.

Kultury demokratycznej nie da się zadekretować. Można jednak tworzyć sprzyjające jej rozwojowi warunki, ją aktywnie wspierać i popularyzować. Głównie poprzez:

  1. Obywatelską edukację w szkołach. Ta jest dziś pewnie prowadzona, lecz edukacja traci na znaczeniu, gdy umiejętności nabyte w szkole nie mają szans na rozwinięcie w rzeczywistości pozaszkolnej. Jeśli młodzi ludzie natrafiają w realnym życiu na wyobcowany i nieprzystępny świat instytucji życia publicznego, to w miejsce początkowych dobrych chęci i młodzieńczej energii pojawiają się z czasem zagubienie, poczucie bezsilności, wycofywanie się w wewnętrzną lub na zewnętrzną emigrację, a nierzadko nawet uczucie wrogości wobec własnego państwa.
  2. Propagowanie pozytywnych wzorców demokratycznych zachowań w życiu publicznym, a w szczególności w mediach publicznych poprzez podwyższanie standardów prowadzenia rzeczowych dyskusji, konstruktywne prezentowanie poglądów i programów przez siły polityczne, konsekwentne eliminowanie wandali naruszających przyjęte normy i dobre zwyczaje, zmianę priorytetów w debacie publicznej w kierunku tematów pogłębiających wiedzę o państwie i społeczeństwie, eksponowanie pozytywnych przykładów aktywności obywatelskiej oraz edukację cnót obywatelskich.
  3. Skodyfikowanie minimalnych standardów demokratycznych i otoczenie ich ochroną prawną w wybranych sferach życia publicznego, a w szczególności ich zastosowanie w wewnętrznym porządku partii politycznych (na wzór „niemiecki”).
  4. Szerokie otworzenie życia politycznego dla aktywnych lub potencjalnie aktywnych obywateli poprzez zdemokratyzowanie ordynacji wyborczej do Sejmu oraz rozwijanie demokratycznych mechanizmów sprzyjających obywatelskiej aktywności na poziomie lokalnym i centralnym.

Dwa ostatnie punkty, uważam za najistotniejsze dla odblokowania procesów demokratyzacyjnych, a zarazem, przy odrobinie dobrej woli politycznej, za najłatwiejsze do wprowadzenia w życie.

Patologie polskiego życia politycznego nie wynikają, jak się niektórym wydaje, z nadmiaru demokracji, lecz biorą się z dramatycznego deficytu demokracji, zwłaszcza w procedurze wyborczej do parlamentu oraz w wewnętrznym porządku partii politycznych. Skuteczna walka z patologiami życia politycznego oraz o rozwój kultury politycznej społeczeństwa obywatelskiego powinna się rozpocząć właśnie od odblokowania tych hamulców rozwojowych. Rozwiązaniem jest odważna demokratyzacja i – tu wyrażę się nieco górnolotnie – oddanie obu sfer pod władanie prawowitemu suwerenowi, czyli upodmiotowionemu obywatelowi.

W moich oczach sposób traktowania tego problemu przez klasę polityczną jest miarą jej rzeczywistych intencji oraz jej odpowiedzialności wobec państwa, narodu i historii.

Zaklęty krąg niemożności

Oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że wszystko, co tu piszę jest bezcelowe. Podobnie, jak bezcelowe są wszelkie poważniejsze dyskusje o czymkolwiek w Polsce. Wynika to z istoty zamkniętego systemu politycznego, którego mankamenty tutaj opisuję.

Zmiany ograniczające nadmierne przywileje i samowolę partii politycznych mogą być w Polsce przeprowadzone tylko i wyłącznie przez … partie polityczne.

Jednak klasa polityczna, będąc beneficjentem i zepsutym owocem wadliwego systemu, sama z siebie nie zdusi patologii, dzięki której posiada ogrom władzy politycznej mimo kadrowej, intelektualnej i organizacyjnej karłowatości. W tej kwestii nie ma między polskimi partiami większych różnic. Jest mur solidarności korporacyjnej. Dotyczy to również blokowania prób wszelkich poważniejszych na ten temat dyskusji.

Obywatele nie mają większych możliwości wywierania skutecznego nacisku na klasę polityczną odwołując się do przystępnych, legalnych i demokratycznych metod. Nie mogą się upomnieć o swoje podstawowe prawa polityczne przed wymiarem sprawiedliwości, ani liczyć na presję mediów, które w swym głównym nurcie nie są zainteresowane demokratyzacją systemu. Nie mogą również podejmować w sposób wolny i suwerenny decyzji wyborczych w wyborach do Sejmu ze względu na faktyczny monopol ogólnopolskich partii politycznych w wystawianiu kandydatów do parlamentu. Ani też odwołać się do inicjatyw referendalnych lub ustawodawczych, które bez wyjątków wymagają aprobaty Sejmu.

Teoretyczna możliwość utworzenia przez obywateli ogólnopolskiej partii politycznej jest możliwością jedynie teoretyczną. Bariery prawne, kulturowe, psychologiczne, medialne i finansowe – niektóre z nich zostały opisane w tym artykule – są tak olbrzymie, że stworzenie i wypromowanie w sposób konstruktywny powszechnej alternatywy dla oligopolu niedemokratycznych organizacji politycznych jest w praktyce niesłychanie trudne, zgoła niemożliwe. Zresztą wymóg tworzenia ogólnopolskiej partii politycznej w blisko 40-milionowym kraju w charakterze warunku wstępnego dla podejmowania przez obywateli aktywności politycznej jest sam w sobie monstrualnym absurdem, który w sposób szczególnie dobitny unaocznia samo sedno patologii zabarykadowanego przed społeczeństwem obywatelskim systemu.

W otwartych, klasycznych demokracjach partie polityczne nie są warunkiem wstępnym dla aktywności politycznej obywateli, lecz stanowią naturalną wypadkową mniej lub bardziej ewolucyjnych procesów politycznych odzwierciedlających wielowektorową i wielopłaszczyznową partycypację obywateli w życiu społeczno-politycznym.

Natomiast w wyalienowanych, niedrożnych systemach politycznych zamiera autentyczne życie polityczne (żenujące spektakle w mediach z tej kategorii wykluczam), a poważniejsze zmiany następują zwykle w sposób wymuszony i burzliwy, najczęściej na fali spontanicznych protestów społecznych skierowanych przeciwko niefunkcjonalnym i zdegenerowanym instytucjom życia publicznego. Odbywa się to zwykle kosztem destabilizacji już u podstaw słabego państwa.

Niestety ten słabszy model państwa został przyjęty w Polsce.

Moim zdaniem w Polsce jest niezmiernie potrzebna poważna dyskusja na temat funkcjonowania partii politycznych, partycypacji obywatelskiej w życiu politycznym i ogólnego stanu demokracji. Lecz taka dyskusja się nie odbędzie, przynajmniej w głównym nurcie debaty publicznej. W tym systemie nie ma miejsca na pogłębione dyskusje. Każda poważna dyskusja, każda otwarta myśl na temat państwa jest niepożądana i uciszana.

W ten sposób się domyka zaklęty krąg niemożności.

Zakończenie

Tymczasem … Za Kanclerz Niemiec, panią Angelą Merkel stoi pół miliona członków jej rodzimej partii CDU i około 150 tys. członków siostrzanej partii CSU. Najaktywniejszych, zwykle kompetentnych i szanowanych obywateli z każdego zakątka kraju o poglądach zbliżonych do konserwatywnych. Jest to ponad dwa, a może i trzy razy tyle, niż wynosi według moich szczodrych dla strony polskiej szacunków całkowita liczba członków wszystkich polskich partii politycznych. Gdybym odliczył PSL, które odziedziczyło z poprzednich epok tradycyjne i duże struktury, porównanie wypadłoby jeszcze bardziej kompromitująco dla partii politycznych w III Rzeczpospolitej.

Pani Merkel nawet w snach nie przyjdzie do głowy myśl, że może kogoś uciszyć groźbą wydalenia z partii lub nakazać komukolwiek, kogo ma wybrać w rodzimym regionie na kandydata w wyborach do Bundestagu. Taka myśl byłaby jej ostatnią w roli szefowej partii. W razie wątpliwości sprawę rozstrzygnęłyby niemieckie sądy, przywołując panią kanclerz paragrafami do porządku. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, pani kanclerz i jej partia mają się dobrze. Jest autorytet i sprawność. Jest zdrowa rywalizacja i lojalność. Jest moc kompetencji i energii, by rozwiązywać niebywale złożone, krajowe i pozakrajowe problemy.

W systemach otwartych, prawdziwie demokratycznych siła liderów partyjnych oraz stabilność stojących za nimi partii mają bardzo solidne podstawy.

Za Premierem Polski, panem Donaldem Tuskiem stoi … No właśnie. Tutaj mam spory problem. Konia z rzędem temu, który ustali, ilu członków partii stoi faktycznie za panem Tuskiem. Mimo wielu starań, nigdy nie dotarłem do oficjalnych informacji o liczbie członków dla żadnej z polskich partii. Są nawet wyraźne oznaki, że same partie nie potrafią doliczyć się własnych członków, zwłaszcza oddzielając tych rzeczywiście aktywnych od maruderów i martwych dusz.

W systemach zamkniętych, z pozoru demokratycznych słabość liderów partyjnych oraz mizerność i chwiejność stojących za nimi partii mają również bardzo solidne podstawy.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Refleksje na temat systemu politycznego w Polsce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s